Wernisaż wystawy Tysięczna Sekundy

Tysięczna SekundyWernisaż piątej wystawy organizowanej przez stowarzyszenie Awantura już za nami. Tym razem w gryfowskim ratuszu zaprezentowane zostały zdjęcia Michała Jurewicza z Czerniawy i Konrada Żurawskiego z Jeleniej Góry. Na fotografiach uwieczni zostali sportowcy ekstremalni. Zdjęcia przedstawiają mrożące krew w żyłach akrobacje na rowerach, szalone rajdy na motocrossach i quadach, oraz odbywające się w rejonie rajdy samochodowe.

Otwarcie ekspozycji miało miejsce 21 listopada o godzinie 17:00. Pomimo strasznej aury wernisaż odwiedziło ponad 70 osób. Zdarzenie spotkało się z ogromnym zainteresowaniem młodzieży, która stanowiła przeważającą część widowni. Pojawili się również włodarze Gryfowa - Olgierd Poniźnik, oraz sekretarz Jerzy Andrzejczak, jaki i lokalni artyści – Andrzej Lesław Turek i Ilona Cichoń.
Wystawę otworzył prezes stowarzyszenia Awantura w osobie niżej podpisanego. Po przywitaniu gości głos zabrał pierwszy z autorów fotografii - Michał Jurewicz. Jak mówił: - W szkatułce fotografii sportowej znalazłem sobie przytulną przegródkę, jaką jest fotografia rowerowa.
Jak się okazuje, wąska specjalizacja opłaciła się. Zdjęcia Michała zdobyły prestiżowe wyróżnienia magazynu rowerowego Bike Action, w postaci Zdjęcia Roku 2006, oraz drugiego miejsca w tym samym konkursie rok później. Autor, prac został również wyróżniony w portalach internetowych NSMB.com i MTBS.cz.
Następnie, pod nieobecność drugiego z autorów, głos zabrał burmistrz Olgierd Poniźnik. Podziękował on organizatorom wystawy Stowarzyszeniu Awantura i Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Gryfów Śląski. Burmistrz był również pozytywnie zaskoczony dużą frekwencją tego wieczoru. W międzyczasie udało się dotrzeć, spowolnionemu przez korki Konradowi Żurawskiemu z Jeleniej Góry.
Opowiedział on o fotografowaniu sportów motorowych i niepowtarzalności zdjęć wykonywanych podczas wyścigów. Przyznał, że jest on również kibicem, starającym się po prostu uwiecznić sport, który uwielbia. Fotoreportaże Konrada można odnaleźć na stronie internetowej Jelonka.com. Oprócz tego prowadzi on również koło fotograficzne „Kontrast” działające przy Kolegium Karkonoskim w Jeleniej Górze.
Wystawa spodobała się mieszkańcom. –Niesamowity klimat. Porażająca skromność młodych fotografików. Świetna propozycja alternatywy dla młodzieży, która nie wie, co ze sobą zrobić popołudniami - mówi osiemnasto letni Karol, jeden z gości wernisażu. Nadal istnieje szansa wyrobienia sobie własnego zdania na temat „Tysięcznej Sekundy”. Zdjęcia można oglądać w gryfowskim ratuszu do świąt Bożego Narodzenia.

Tysięczna Sekundy fot: Michał Jurewicz Tysięczna Sekundy fot: Konrad Żurawski

2008.11.21 - Wernisaż wystawy Tysięczna Sekundy

Pzygody Kosmicznego Czyściciela lvl 2

lvl213 września odbyła się kolejna akcja stowarzyszenia Awantura. 14 wolontariuszy wybrało się do lasu mieszczącego się nieopodal terenu po cegielni, aby posprzątać to miejsce. Efektem zbiórki było zebranie 42 worków o pojemności 200 litrów. Udało się uzbierać 20 z plastikiem, 4 ze szkłem, oraz 18 z niesegregowanymi śmieciami. Do tego z lasu zostało wyciągniętych 8 opon od Tira. Pozbierane śmieci, to jednak jedynie wierzchołek góry lodowej. Nielegalne wysypisko, które robią z tego miejsca niektórzy ludzie jest naprawdę bardzo duże. Potrzebne jest jeszcze wiele takich akcji, aby oczyścić ten teren. W imieniu stowarzyszenia Awantura chciałbym podziękować wszystkim którzy pomogli przy tej inicjatywie. Pomocą posłużył po raz kolejny Urząd Miasta, który wydał nam worki oraz mocne rękawice. Dzięki wsparciu Krystyny Samborskiej z referatu ochrony środowiska otrzymaliśmy całe potrzebne wyposażenie, oraz za darmo została zorganizowana wywózka śmieci. Najważniejsi w całej akcji byli jednak zbierający śmieci. Dziękujemy wszystkim, którzy pomagali, a szczególnie tym, którzy przyszli, pomimo, że nie należeli do stowarzyszenia.
Galeria zdjęć autorstwa Pauliny Szwaj:

2008.09.13 - Przygody Kosmicznego Czyściciela lvl2

Wiosenna Awantura 2008

Biblioteka Publiczna i Stowarzyszenie Awantura zapraszają na cykl wystaw i warsztatów fotograficznych. Wiosenną Awanturę 2008 rozpocznie wystawa Pawła Rubaja "Dzika Foto-Grafika" o której szerzej piszemy w newsie poniżej.
28 maja 2008 (środa) od godziny 15:00 odbędą się warsztaty fotograficzne pod kierunkiem Ilony Cichoń. Zgromadzeni będą mogli zapoznać się z technikami fotogafowania wody, następnie o godzinie 18:00 odbędzie się wyjście w plener fotograficzny nad rzekę Kwisę.
29 maja 2008 (czwartek) od godziny 16:30 będą odbywać się projekcie filmów związanych z fotografią. O godzinie 18:00 Marta Niebieszczańska wraz z Justyną Grosel poprowadzą warsztaty wprowadzające w terorię fotografii nocnej. Zdobyta wiedza teoretyczna zostanie wykorzystana podczas pleneru w mieście, który rozpocznie się o godzinie 20:00.
Najlepsze zdjęcia wykonane podczas warsztatów zostaną wywołane na poplenerową wystawę, która odbędzie się w pierwszy dzień Kwisonaliów (13 czerwiec) o godzinie 17:15 w gryfowskim ratuszu

Impresje znad Kwisy - Wystawa poplenerowa

Stowarzyszenie Awantura i Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Gryfów Śląski zapraszają na wernisaż wystawy „Impresje znad Kwisy”. Otwarcie odbędzie się w pierwszy dzień Kwisonaliów (13.06.2008) o godzinie 17:00 w holu gryfowskiego ratusza. Zdjęcia, które znajdą się na wystawie zostały wykonane podczas warsztatów fotograficznych „Wiosenna Awantura 2008”.

5 czerwca - Dzień bez folii

5 czerwca 2008 odbędzie się ogólnopolski dzień bez folii. Z tej okazji stowarzyszenie Awantura, Zespół Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych, oraz Gimnazjum zapraszają do udziału w akcji protestacyjnej w Gryfowie Śląskim. O godzinie 11:35 nastąpi wymarsz spod budynku ZSOiZ na gryfowski rynek.
O 11:45 mieszkańcy miasta dowiedzą się, dlaczego warto zastąpić plastykowe torby jednorazowe ich papierowymi odpowiednikami. Ponadto wszystkim zainteresowanym zostaną rozdane papierowe torby na zakupy. Patronat medialny nad akcją objął portal gryfow.info. Więcej na temat foliówek pod adresem www.foliowki.pl .

Wiosenna Awantura 2008

Biblioteka Publiczna i Stowarzyszenie Awantura zapraszają na cykl wystaw i warsztatów fotograficznych. Wiosenną Awanturę 2008 rozpocznie wystawa Pawła Rubaja "Dzika Foto-Grafika" o której szerzej piszemy w newsie poniżej.
28 maja 2008 (środa) od godziny 15:00 odbędą się warsztaty fotograficzne pod kierunkiem Ilony Cichoń. Zgromadzeni będą mogli zapoznać się z technikami fotogafowania wody, następnie o godzinie 18:00 odbędzie się wyjście w plener fotograficzny nad rzekę Kwisę.
29 maja 2008 (czwartek) od godziny 16:30 będą odbywać się projekcie filmów związanych z fotografią. O godzinie 18:00 Marta Niebieszczańska wraz z Justyną Grosel poprowadzą warsztaty wprowadzające w terorię fotografii nocnej. Zdobyta wiedza teoretyczna zostanie wykorzystana podczas pleneru w mieście, który rozpocznie się o godzinie 20:00.
Najlepsze zdjęcia wykonane podczas warsztatów zostaną wywołane na poplenerową wystawę, która odbędzie się w pierwszy dzień Kwisonaliów (13 czerwiec) o godzinie 17:15 w gryfowskim ratuszu

Przygody Kosmicznego Czyściciela - level I

Stowarzyszenie Awantura zaprasza do udziału w akcji: „Przygody Kosmicznego Czyściciela”. W najbliższą sobotę (19 kwiecień) o godzinie 10:00 wszyscy chętni pomóc wyruszą z Rynku nad Jezioro Złotnickie. Celem akcji będzie wysprzątanie linii brzegowej jeziora od strony ulicy Partyzantów. Dzięki uprzejmości Urzędu Miasta i Gminy sprzątający zostaną wyposażeniu w plastykowe worki i rękawice. Swoje zaangażowanie w inicjatywę zadeklarowało Gimnazjum , Stowarzyszenie Homo Viator z ZSOiZ , oraz Biblioteka Publiczna.

Dzika Foto-Grafika - wystawa Pawła Rubaja

W piątek (23 maja 2008) w holu gryfowskiego ratusza odbędzie się wernisaż wystawy Pawła Rubaja pt. „Dzika Foto–Grafika”. Zainteresowanych obejrzeniem nowych prac Pawła zapraszamy o godzinie 17:02. Organizatorami wystawy są: Biblioteka Publiczna i Stowarzyszenie Awantura.

Miasta i gminy w całej Polsce mówią FOLIÓWKOM STOP!

W Gryfowie wystartowała nowa iniciatywa społeczna. Celem akcji, której koordynacją zajął się radny Dariusz Wojciechowski,  jest zatrzymanie inwazji foliowych opakowań jednorazowych. Swoje wsparcie dla projektu zadeklarowało Stowarzyszenie Awantura, oraz portal gryfow.info. Cel jest szczytny - w dobie dającego o sobie znać efektu cieplarnianego pomóc dla środowiska naturalnego powinna nadejść od nas - ludzi. Zamieniając zrywkę na bardziej ekologiczne opakowanie nie rozwiążemy wszystkich problemów środowiska naturalnego. Możemy jednak  dołożyć swoją małą cegiełkę do walki, która ma ogromny sens i dotyczy nas wszystkich, jak i przyszłych pokoleń. Jak piszą organizatorzy zbiórki podpisów w uzasadnieniu do projektu ustawy:"Szczególny problem stanowi produkcja ogromnej ilości odpadów. Produkowana w ciągu jednej sekundy torba foliowa rozkłada się od 100 do 400 lat. Dlatego nasze wysiłki powinny skupić się na maksymalnym ograniczeniu produkcji śmieci" . Aby włączyć się do akcji wystarczy złożyć podpis pod petycją, której celem jest nowelizacja ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych z 11.05.2001 r. Można to zrobić w gryfowskiej Bibliotece Publicznej oraz biurze Rady Miejskiej.

Zapraszamy wszystkich chętnych do włączenia się do akcji. Wszelkie informacje dostępne są na stronie Komitetu www.foliowki.pl oraz bezpośrednio u Dariusza Wojciechowskiego. Każdego kto chciałby się przyłączyć do zbierania podpisów proszę o kontakt pod nr tel. (75) 78 12 226 lub 601 445 761 oraz za pośrednictwem poczty elektronicznej darekwaig@plusnet.pl

Ciach! Party

Życie nie zawsze jest usłane świeżutkimi resztkami żarcia i darmowym alkoholem. Nazywam się Przegryz, jestem szczurem, od 2 lat mieszkam w Fabryce. Do niedawna było super. Żyłem jak król w mojej norce, co rusz zapraszając młode szczurzyce na balangi. Od czasu do czasu ludzie urzędujący na górze organizowali imprezki. Wtedy było już całkiem grubo i zapraszałem znajomych z pobliskich kanałów. Pamiętam jak dziś, jak raz wpadła z nimi szczurzyca Pikantna, zrobiona na bóstwo. To była niesamowita noc, biegaliśmy razem po parkiecie, a potem zajadaliśmy się resztkami. Pikantna została u mnie na noc, a potem odprowadziłem ją do domu na rynek.
Od dłuższego czasu ludzie nie kombinowali nic w Fabryce. Do przedwczoraj, kiedy to zauważyłem, że przywożą swój sprzęt. W ich całej głupocie muszę im jedno przyznać - zabawy mają pierwsza klasa. Ucieszyłem się i wpadłem na rynek odwiedzić Pikantną. Pikantna bez zastanowienia zdecydowała się przyjść do mnie. Szczęśliwy popędziłem najciemniejszymi kanałami do mojego domu. Na miejscu spotkał mnie szok. Ludzie rozbierali moją chatę. To była cudowna śmieciowa willa w podpiwniczeniu Fabryki. Ci barbarzyńcy zabierali wszystko, pakowali do plastikowych toreb i wynosili do pobliskiego śmietnika. Nie mogłem nic poradzić. Co prawda udało mi się jednego z nich wystraszyć, ale wtedy zaczął we mnie rzucać jakimiś głazami i musiałem uciekać.
Gdy wróciłem zastałem zniszczoną posiadłość, barbarzyńcy wynieśli i wymietli dosłownie wszystko. Moje skrzętnie dobieranie meble z opakowań po herbacie, idealnie wyprofilowane łóżko z butelek, śpiżarnia z tonami smaczniutkich resztek - dorobek całego życia przepadł w przeciągu godziny. Najgorsze w tym wszystkim było to, że kolejnego dnia miała być impreza, a ja nie miałem odwagi powiedzieć Pikantnej, że jestem bankrutem. Noc spędziłem na wędrówkach do pobliskiego śmietnika, starając się przenieść z powrotem do Fabryki chociaż cześć utraconych przedmiotów. Nie było to jednak proste. Udało mi się przytaszczyć jedynie łóżko, w którym nad ranem zasnąłem podłamany.
Gdy się obudziłem postanowiłem wszystko odwołać. Poszedłem do znajomych z kanału obok. Powiedzieli, że i tak wpadną i jak nie mam gdzie mieszkać, to tymczasowo mogę u nich. Jak to mówią: „prawdziwe szczury poznaje się w biedzie”. Podziękowałem im, jednak powiedziałem, że sam dam jakoś radę. Następnie wybrałem się na rynek, powiadomić o sytuacji Pikantną. Powiedziała, że mimo wszystko wpadnie wieczorem i zrobi mi małą niespodziankę. Podbudowany wróciłem do Fabryki i z niecierpliwością oczekiwałem zmroku.
Najpierw wpadły szczury z kanału obok, przyniosły świetny, lekko zzieleniały serek i piwko które znalazły po drodze. Pikantna trochę się spóźniła. Przyturlała ze sobą prawie pełną butelkę Tequili. Nie chciała powiedzieć skąd to wzięła. Zajęliśmy się konsumpcją sera. Wtedy zauważyłem, że okruszki przylepiają się do wąsika Pikantnej. Wyglądała uroczo podczas podgryzania serka. Następnie zajęliśmy się rozpracowaniem piwka przytaszczonego przez chłopaków z kanału. Pokazałem, że nie na darmo nazywają mnie Przegryz i wygryzłem w puszce po dziurce do picia dla każdego. Tequile od Pikantnej postanowiliśmy zostawić na trochę później, a tymczasem wskoczyliśmy w wentylację i uderzyliśmy na górę zobaczyć, co ci głupi ludzie wyczyniają na parkiecie.
Była 21:30 i było jeszcze dosyć pusto. Nie zastanawiając się zbytnio wyszliśmy na parkiet trochę się pogibać. Pikantna wybrała ciemne miejsce w rogu sali. Chłopaki z kanału jeszcze nie do końca mieli nastrój do baletów, więc dołączyłem do szczurzycy, nie zważająć na ich smutne ryje. Tańczyliśmy z 5 minut, gdy jedna z ludzkich samic zaczęła piszczeć i wydzierać się: „Tu są myszy!” Złapałem Pikantną i szybko wróciliśmy do wentylacji. Denerwujące jest, że wołają na nas myszy. Ignoranci. Wróciliśmy z powrotem do mojej miejscówki i zajęliśmy się Tequilą.
Gdy skończyliśmy wybiła 22:30, czyli czas oficjalnego początku imprezy. Wróciliśmy na salę, były małe problemy w dotarciu z powodu kanalarzy - ich nastrój zmienił się na typowo imprezowy, a przy okazji mocno opóźniający dotarcie. Po wejściu na salę zaproponowałem schowanie się pod sceną. Pomysł spodobał się moim kompanom i już chwilę później nad nami zaczął grać DJ Miśek. Wyjrzałem spod sceny, żeby zobaczyć, co wyczyniają ludzie. Było ich całkiem sporo i bujali się dziwacznie pod sceną. Żal było patrzeć, aż by się chciało nauczyć ich paru stylowych szczurzych ruchów. Miśek grał do 24:00 prezentując dobrze znane kawałki. Pikantna była wniebowzięta. Tuż przed zmianą DJ'a pod scenę wpadło kilka znajomych szczurzyc ze stacji kolejowej. Na pyskach chłopaków z kanałów pojawiły się wyraźne uśmiechy. Tymczasem na górze rozpoczął grać DJ Claudyny. Zrobiło się głośniej i ciężej, w porównaniu z występem Miśka. Z Pikantną nie zawsze potrafiliśmy się odnaleźć przy tych rytmach. Najgorszy był jednak chwilami nadmierny hałas muzyki.
Około 1:00 znów wyjrzałem co robią ludzie. Było ich około 90-ciu i nadal dziwacznie się bujali.
Na scenie ponownie zjawił się Miśek. Jego muzyka była doskonałą sposobnością, aby pobujać się z Pikantna. Bawiliśmy się świetnie jeszcze przez godzinę. Potem ziomki z kanałów zaproponowały nam wypad do siebie na kolejna porcje pysznego serka. Podpita Pikantna zaproponowała, żebyśmy wyszli z przytupem, przebiegając przez calą salę. Wszyscy się uśmialiśmy i przystaliśmy na tę propozycję. Wybiegliśmy gromadą na parkiet powodując niezły popłoch wśród ludzi. Tym razem krzyczeli prawidłowo - „Szczury! Szczury!” Pobiegaliśmy trochę po sali robiąc niezłą trzodę, a gdy uchyliły się drzwi wyjściowe wybiegliśmy na zewnątrz. W doskonałych humorach udaliśmy się do kanału.
Następnego dnia wszyscy razem wróciliśmy do Fabryki poszukać gadżetów do mojego starego-nowego domu. Ludzie to straszni syfiarze, dzięki temu udało się nam skompletować część wyposażenia i zapełnić moją nową śpiżarnię. Następnie pożegnałem się z kanalarzami i szczurzycami ze stacji. Pikantna poszła do mnie, a nasz wspólny after trwał jeszcze do wieczoru.
dragu
http://www.last.fm/event/596094/

Fabryka Rapu - koncert charytatywny

Pierwsza tegoroczna impreza w Fabryce odbyła się w myśl zasady „przyjemne z pożytecznym”. Przyjemne: dzięki udziałowi w przedsięwzięciu raperów i breakdancerów. Pożyteczne: ponieważ cały zysk z wydarzenia został przeznaczony na rehabilitację Michałka Gumieniaka. Jak się okazało, na imprezę po raz kolejny wybrał się pan Staszek, któremu teraz oddaję głos.
Witam szanownych organizatorów Fabryki Rapu. Pan Staszek kłania się po raz kolejny. Nie będę owijał w bawełnę. Znowuż wybrałem się na imprezę do Fabryki. Po tych całych Krzykach byliśmy tak zauroczeni klimatem potańcówki, że chcieliśmy od razu wbijać na kolejną. Helka codziennie po drodze do Biedronki plakatów wypatrywała. Niestety, o imprezie ani widu, ani słychu. Córka sąsiadki powiedziała: „panie, oni te imprezy to w Internecie reklamują”. My to nawet tego całego komputera nie mamy. Straciłem nadzieję na kolejne harce na potańcówce. Helka po jakimś czasie przestała rozglądać się po mieście za plakatami.
Wtedy przyjechała do nas Mariolka ze swoim mężem Rafałem. Kochany chłopak, ma czarne BMW, takie ładne łańcuszki nosi na szyi, a Mariolka mówi, że nawet nigdy jej uderzyć nie chciał. Jak się okazało, jedynaczka przyjechała z radosną nowiną: już niedługo będę dziadkiem. Pogratulowałem Rafałowi szczęścia. Helka ucieszona z obecności Mariolki wystawiła na stół wodę mineralną i sok. Ja, jako głowa rodziny polałem po jednej szklaneczce. No i tak sobie zaczęliśmy tę wodę popijać. Po którejś z kolei szklance wszystkim zrobiło się bardzo ciepło i Helka okno uchyliła. Wtedy żywą dyskusję przerwała Mariolka, której wydawało się, że słyszy jakąś muzykę. Pobiegła do okna i zaczęła nasłuchiwać. Ja z Rafałem zaczęliśmy się śmiać, że pewniakiem jakiegoś przejeżdżającego Mercedesa usłyszała to i pobiegła. Wtedy Mariolka nas zawołała, żebyśmy sami posłuchali. Rafał, trochę chwiejnym krokiem podszedł do okna i zaczął nasłuchiwać. Powiedział: „Szwagier, tam kurna jest niezła jazda”. Nie wiedziałem za bardzo o co mu chodzi, jednak przyznałem mu rację. Helka popatrzyła na mnie takim samym wzrokiem jak tamtego wieczoru, gdy tańczyłem przed nią w gumiakach kazaczoka. Powiedziałem Rafałowi, że trza tam iść, bo tam to potańcówki są najlepsze w okolicy. Nie musiałem długo namawiać szwagra. Wskoczył w swoje wypicowane srebrne adidaski, ja wziąłem Helę pod pachę i ruszyliśmy. Przeszliśmy połowę drogi gdy zorientowaliśmy się, że Mariolka w domu została. Zięć powiedział żebyśmy po nią poszli, a my znajdziemy go na potańcówce. Poszliśmy z matką z powrotem do domu. Mariolka leżała na kanapie i najwyraźniej smacznie spała. Nie udało się nam jej obudzić. Łyknęliśmy z Helką po szklaneczce i poszliśmy na imprezę.
Przed wejściem spotkała nas niespodzianka. Kafar z napisem „Organizator” powiedział, że wejście kosztuje 7 zł. Helka wyciągnęła portmonetkę i zapłaciła. Przy wejściu chcieli nas jakimś czarnym mazakiem zaznaczać, i tu chciałbym złożyć skargę na organizatorów, bo co to ma być?
Fabryka wyglądała inaczej niż ostatnio. Światła jakieś inne, ludzie też jacyś tacy nie ci sami co wtedy. Jakoś nie mogłem się w tym wszystkim odnaleźć. Na szczęście Helka wyglądała tak samo jak podczas poprzedniego disko. Na scenę wyszli chłopaki w spodniach jak worki na ziemniaki. Halina powiedziała, że to hiphopowcy i że ona w telewizji takich widziała, i że przystojni tacy, i ona se chce popatrzeć. Powiedziałem jej, że idę poszukać Rafała, ale Helka nie zwracała już na mnie uwagi.
Nie zajęło mi wiele czasu odnalezienie zięcia. Palił papierosa i był strasznie niezadowolony z potupajki. Jak mu powiedziałem, że Mariolka w domu została to stwierdził, że idzie do domu bo myślał, że to będą dobre technobalety, a tu ani jazdy żadnej, a co dopiero myśleć o wiksie. Nie za bardzo wiedziałem o co Rafałowi chodzi, ale przyznałem mu rację i wysłałem do domu do śpiącej Mariolki. My z Helą pobalowaliśmy tej nocy ostro. Muzyka była jakaś taka inna niż ostatnio. Helce jednak podobało się to o wiele bardziej niż ostatnio. Sie bujała na parkiecie, a ja starałem się jej kroku dotrzymać. Łatwo nie było, bo to szwarne dziewcze. Po koncertach raperskich dowiedziałem się, że za chwilę szykuje się jakaś bijatyka. Trochę się przestraszyłem, że jeszcze w mordę trza będzie komuś dać i powiedziałem Helce, że trza uważać. Hela powiedziała mi, żem stary i głupi cep, bo chłopaki będą się bić na tańce wygibańce. Zrozumiałem dopiero jak zobaczyłem. Tancerze podzielili się na dwie ekipy i zaczęli wywijać. No działo się niesamowicie. Na głowach się kręcili i robili takie pirłety, że co chwilę się za głowę z wrażenia łapałem. Helka szczególnie kibicowała chłopakom z Gryfowa, a ja jej wtórowałem. Myślałem nawet przez chwilę, coby wyskoczyć i kazaczoka im pokazać, jednak trema mnie zeżarła. Tańce wygibańce trwały dość długo, aż w końcu publiczność wyłoniła zwycięzców. Po mordzie nikt nie dostał. Trochę w sumie szkoda, ale co poradzić. Potem przetańczyliśmy z Helką do samiutkiego końca imprezy. Znów czuliśmy się jakbyśmy mieli po 20 lat. Dziękujemy organizatorom i mamy nadzieję, że zrobicie jakąś fajną imprezę. Rafał mówi, że chętnie podpowie jakich muzykantów można by sprowadzić.
Dziękujemy za relację i podpowiedź. Co do gustu Rafała mamy jednak pewne obawy. Być może kiedyś skorzystamy, aczkolwiek nie gwarantujemy.
Pierwsza czysto rapowa impreza w Fabryce okazała się bardzo udana. Ekipa b-boys z Piechowic uznała ją nawet za najlepszą na jakiej kiedykolwiek była. Miło słyszeć to od kogoś, kto w niejednym tego typu wydarzeniu uczestniczył. Ludzie z Gryfowa i okolic również bawili się, jak to bywa w Fabryce, świetnie.
Tego wieczoru odbyły się 4 koncerty hip hopowe, oraz bitwa breakdancerów. Jako pierwsi wystąpili Szmitu i Sachu z gryfowsko-lubańskiego składu WTS. Był to jeden z pierwszych koncertów w historii ich zespołu, co było słychać. Następnie pojawili się kolesie z Lubańskiego OPL. Brzmieniowo wypadli najlepiej, przy okazji gromadząc ludzi pod sceną. Po nich do akcji wkroczył MC Kriss, podbijając nieco atmosferę. Hardkorowe teksty i dobre bity okazały się połączeniem, które jeszcze bardziej ożywiło publiczność. Ostatnią formacją, która pojawiła się na scenie było Ann Romith w składzie z Jurgenem, Rybsonem i Majki Majkiem. Chwilami chłopakom brakowało tchu, gubiły się również słowa tekstów, jednak publiczność skandująca Ann Romith okazała się głównym wyznacznikiem klimatu koncertu – czytaj: dali radę. Tyle dodałbym do relacji pana Staszka, któremu dziękujemy za kolejne odwiedziny.
dragu

Wystawa Kamila "Lilszu" Stankowskego

Lilszu - wystawa„Są na świecie ludzie, którzy potrafią zrobić coś z niczego” - tymi słowami rozpoczęliśmy przygodę ze zdjęciami Kamila „Lilszu” Stankowskiego. Wernisaż wystawy jego fotografii odbył się 5 stycznia w holu ratusza, a wystawa będzie czynna do końca stycznia.
Mimo, że wcześniej można było obejrzeć jego zdjęcia w Internecie, w rzeczywistości sprawiały wrażenie jeszcze lepszych. Taką też opinię powtarzali ludzie przybyli na otwarcie. A przyszło ich naprawdę dużo. Ciężko było obejrzeć dokładnie wszystkie zdjęcia, bo z każdej strony ktoś się pchał, by samemu zobaczyć je lepiej. Organizatorzy zadbali o muzykę i poczęstunek.
Atmosfera była przyjacielska, sam Lilszu dostał wiele gratulacji. Widać było jego zdenerwowanie, chociaż próbował je ukryć, gdy czekał w kolejce aby powiedzieć coś od siebie. „Lilszu jest człowiekiem, który w pełni zasłużył na wystawę.” Zgadzam się z tymi słowami. Widząc jego poczynania w fotografii sama zakochałam się w tej dziedzinie i zaczęłam robić zdjęcia. Jego prace odzwierciedlają myśli i uczucia. Poprzez kolor i kontrast nadaje fotografiom duszę. Polecam wszystkim obejrzeć ta wystawę dopóki będzie ona dostępna!
Fajcia

XVI Finał WOŚP w Gryfowie

Gryfowski finał Orkiestry za nami. W Odlotach skoncentrujemy się na części imprezy, która rozpoczęła się o godzinie 18:00. Wcześniej pierwsze skrzypce w programie grały dzieci z okolicznych szkół i przedszkola. Niestety, z powodu źle zamontowanego oświetlenia, zgromadzeni pod sceną widzowie mogli oglądać jedynie cienie występujących na scenie artystów. Los wieczornego koncertu stał pod znakiem zapytania, z powodu wcześniejszej dezorganizacji, którą „zafundował” główny organizator imprezy M-GOK. Szczęśliwie wszystko się udało.
Program przygotowany przez stowarzyszenia Awantura i Mrowisko rozpoczął się od licytacji prac oddanych na sprzedaż przez lokalnych artystów. Pod młotek trafiły zdjęcia gryfowskich fotografików ze stowarzyszenia Awantura, szkice Joanny Małoszczyk oraz odjechany obraz Andrzeja Lesława Turka, który specjalnie na tę okazję zdobyło stowarzyszenie Mrowisko. Całość została oprawiona w antyramy ufundowane przez Awanturę. Do każdej z prac dodawane było, przygotowane specjalnie na tę okazję przez firmę „Polmex”, poduszkowe serce. Na początku w licytacjach przedmiotów pomógł burmistrz Olgierd Poniźnik. Sprzedawane prace osiągnęły ceny, o jakich nawet nie marzyliśmy. Z najdrożej sprzedanego zdjęcia do orkiestrowej puszki trafiło 130 zł. Średnia cena prac nie była niższa niż 50 złotych! W trakcie licytacji nastąpiło przepięcie sprzętu nagłośnieniowego. Skomplikowanym procesem zajęła się Amanita Muscaria, która użyczyła własny, konieczny do organizacji występów rockowych sprzęt. Po zlicytowaniu połowy fantów impreza przeniosła się na lewą stronę sceny, gdzie swoje umiejętności zademonstrowała grupa gryfowskich tancerzy Break Dance z M-GOPS. Tańczyli oni kilka minut, gromadząc wokół siebie mnóstwo osób.
Tymczasem na scenie pojawił się zespół Bagdad, za sprawą gitarzysty powiązany ze stowarzyszeniem Awantura. Był to ich debiutancki koncert, z udziałem wokalisty, który z gryfowską formacją miał próby od zaledwie kilku tygodni. To było słychać. Chłopakom często i gęsto coś się sypało. W muzyce zdarzały się ciekawe motywy, jednak brak obycia ze sceną robił swoje. Zagrali 20 minut, rozkręcając przy okazji część zgromadzonej publiczności.
Na występ Ostatniego Krzyku Mody, którego przyjazd ufundowało stowarzyszenie Mrowisko przyszło trochę poczekać. Nieporozumienie na linii inicjator przyjazdu zespołu, niejaki dragu -a jego członkowie sprawiło, że trzeba było pojechać do Ubocza. po konieczny do występu sprzęt Tu mogliśmy jak zawsze liczyć na nadwornego kierowcę Awantury Darka Wojciechowskiego.
Lukę w programie w brawurowy sposób wypełnił Tomek Wilk, ze stowarzyszenia Mrowisko. Rozpoczęły się kolejne licytacje. Tomek sprzedał absolutnie wszystko, a do kasy WOŚP wpłynęły kolejne setki złotych. Obsuw występu Ostatniego Krzyku Mody okazał się na tyle spory, że jeszcze przed nim odbyło się światełko do nieba. Za organizację odpowiadał M-GOK, który do sprawy podszedł dość symbolicznie – wystawiając na scenie kilkadziesiąt podgrzewaczy, które miały zostać rozdane ludziom. Jak się nieoficjalnie dowiedziałem, sponsor fajerwerków zrezygnował. Po symbolicznym i raczej niezauważonym światełku, wystąpił Ostatni Krzyk Mody. Występ był krótki z powodów niezależnych od nas . Mimo wszystko była to największa atrakcja wieczoru. Chłopaki, mimo spartańskich warunków zagrali dobrze. Ze sceny zeszli zmarznięci, ale zadowoleni.
Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy skończył się o 20:30. Jednym z nielicznych warunków, które były stawiane przez stowarzyszenia Mrowisko i Awantura było ogrzanie sceny. Jak to wyszło w rzeczywistości, najlepiej podsumował muzyk Ostatniego Krzyku Mody w rozmowie ze mną i dyrektorem M-GOK: „wystarczyło zabezpieczyć scenę z boków, dmuchawy dać z przodu, a nie z tyłu i na scenie byłoby ciepło”. Miejmy nadzieję, że za rok ktoś odpowiedzialny tak właśnie zrobi.
dragu

Destruct`N`Bizzare

Destruct`n`BizarreW Fabryce odbyła się kolejna impreza. 24 listopada zjawiła się trójka wrocławskich didżejów oraz dwóch przedstawicieli jeleniogórskiej Avangardy. Połączenie muzyki, świateł oraz świetnej frekwencji sprawiło, że było naprawdę grubo. Już o godzinie 20.00 pojawili się pierwsi jeleniogórscy imprezowicze. Na ich twarzach zarysowało się lekkie przerażenie, widząc, że przygotowania jeszcze trwają. Na szczęście nie uciekli i wyczekali startu, który z opóźnił się o 40 minut.
O 21:40 jako pierwszy rozpoczął Crab. Grał on już w Gryfowie podczas Crossover Party. Wtedy jednak był gościem-niespodzianką, która nawet nie została zapisana na plakacie. Mimo wszystko podczas ostatniego występu tak spodobał się publiczności, że zaprosiliśmy go ponownie. Miksowana przez niego muzyka podziałała i tym razem – ni stąd ni zowąd ludzie zaczęli schodzić się masowo. W przeciągu pół godziny na salę weszło około stu osób. Zabawa rozpoczęła się w najlepsze, a my w tym czasie czekaliśmy na przyjazd „kawalerii” z laserem i płynem do maszyny do dymu. Didżeje z Avangarda Soundsystem dotarli do nas około godziny 23. Laser, który przytargali ze sobą przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Po uruchomieniu sprzętu i wypełnieniu sali dymem odniosłem wrażenie, że tego wieczoru mamy w Gryfowie imprezę, której nie powstydziłyby się o wiele większe miasta. W tym czasie na scenie pojawił się wrocławski Siekiera. Didżej ten nie gościł wcześniej w naszym mieście. Nie przeszkodziło mu to w zapełnieniu całego parkietu. Ludzie podczas jego występu bawili się świetnie.
Po Siekierze za gramofonami stanęli ludzie z Avangardy, pokazując ludziom zupełnie inną odmianę drum`n`bassu. Parkiet nieco opustoszał. Ciężkie granie nie spodobało się wszystkim. Dwójka jeleniogórskich didżejów grała przez półtorej godziny (goście z Wrocławia po godzinie). W czasie ich występu zdarzył się zgrzyt. Na sali pojawił się gaz łzawiący/pieprzowy (nie znam się). Spora część publiczności kaszląc i łzawiąc wyszła przed lokal. Niestety, większość już nie wróciła. Impreza jednak trwała dalej.
Na scenie pojawił się Soulpetrol z Reganzza Soundsystem. To właśnie dzięki jego pomocy gościliśmy wszystkich Wrocławian. Z powodu wcześniejszych zdarzeń przyszło mu grać dla garstki osób. Impreza trwała jeszcze do 4 rano. Po Soulpetrolu na scenę powrócił Crab, a później ponownie zagrał Siekiera.
Artyści byli zadowoleni z pobytu w Gryfowie. Ludzie, z którymi rozmawiałem po bibie również uznali ją za bardzo udaną. Jedna z uczestniczek, która przyjechała z Jeleniej napisała: „Impreza była zaczepista, super się bawiłam, więcej takich!!!! Gratulacje!!!!”. Na sali bawiło się ponad 200 osób. Dzięki temu i cenie 2 zł. udało nam się „odzyskać” 400 złotych z około 800 zainwestowanych w organizację. Jeśli myślicie, że to szalone to macie rację – ta impreza z góry była planowana jako przynosząca straty. Traktujcie ją jako podziękowanie od Stowarzyszenia Awantura za obecność na wcześniejszych bibkach.
dragu

Krzyki z Fabryki

Były krzyki, były hałasy, było granie na bębnach, krótko mówiąc – była dobra impreza! W zeszłą sobotę fani house`u mieli po raz kolejny okazję wyszaleć się na parkiecie. Oprócz Miśka i Claudynego, którzy grali podczas „Trach! Party”, na scenie zagościł DJ Yasiński. Organizacją zajęło się Stowarzyszenie Awantura, a impreza trwała do baaardzo późnego wieczora. Po imprezie skontaktował się z nami jeden z mieszkańców pobliskich zabudowań, pan Staszek – z zawodu bezrobotny. Oto co od niego usłyszeliśmy:
Panie, bo to było tak: Jak co sobota leżę w łóżku, sennym wzrokiem śledząc „Jak oni śpiewają” na Polsacie. Nagle jak coś nie huknie, jak coś nie trzaśnie, aż mojej Heli kapcie pod sam sufit poleciały. Zerwałem się z łóżka i pobiegłem do okna sprawdzić, czy to przypadkiem nie Al-Kaida jakąś bronią jądrową chce nas ukatrupić. Za oknem to co zawsze – Baśka w klatce winko sączy, a poza tym nic nie widać. Dało się za to słyszeć takie jakby „umc, umc”, z stołówki Fosforów, co to ją młodzi „Fabryką” nazywają. Pomyślałem, że dyskoteka jakaś, młodzi szaleją, bo teraz to „umc, umc” na fali jest. Wróciłem do łóżka, lekko podgłośniłem telewizor, coby lepiej usłyszeć komentarz Edytki, jednak to nie pomogło. Z natury trochę porywczy ze mnie człowiek „Umc, umc” było zdecydowanie za głośne!! Nie zastanawiając się za długo założyłem kalesony i buty. Wziąłem Helę pod pachę i poszliśmy uciszyć trochę imprezę.
Pizgawica na dworze była straszliwa. Nie zważając na to pobiegliśmy z Helką do Fabryki. Ona w kapciach, ja gumiaki założyłem, bo na deszcz się zbierało. Hałas rósł z każdym krokiem. Wpadliśmy na salę, było ciemno, tylko jakieś takie światło mrygało, jakby co chwilę ktoś zdjęcie robił. Ja kulturalnie spytałem jednego wyrostka, z kim mam gadać, żeby uciszyć całe to zamieszanie. No może wypsło mi się przy tym kilka wyrazów na „k” i „ch”, jednak jego reakcja to był dopiero szczyt chamstwa, za przeproszeniem! Młodemu uśmiech z pyska nie schodził, nie zwrócił na mnie uwagi i za chwilę poszedł tańczyć. Kulturalni ludzie tak nie robią! Co się dzieje z tą młodzieżą? Dalsze poszukiwania kogoś, kto mógłby uciszyć cały ten galimatias przerwała mi Helka. Oczy jej się zaświeciły, zaczęła wywijać delikatnie bioderkami w rytm wodzireja Miśka. Skłamałbym, gdybym napisał że mi się to nie spodobało. Takiej Heli to ja nie widziałem od pamiętnego 1995, gdy byliśmy na weselichu naszej jedynaczki Zośki. Helka wyszeptała mi na ucho, że na sali tak samo zimno jak na dworze i może warto by było potańcować trochę i rozgrzać kości, jak za starych dobrych lat. Co się potem działo! Szaleliśmy z Helą do samiutkiego końca! Grał Miśek, grał Claudyny, a potem na końcu wystąpił niby jakiś wodzirej z Irlandii, ale nazywał się całkiem po polsku - Yasiński. To był chyba „chwyt marketingowy”. Muszę przyznać, że te „umc, umc” strasznie mi się spodobało. Hela wywijała jak dwudziestolatka. Wokół wszyscy byli tacy życzliwi i uśmiechnięci, aż na koniec zrzuciłem gumiaki i zacząłem tańczyć kazaczoka.
Cały następny tydzień przeżywaliśmy tę potańcówkę. Hela za każdym razem jak lecę po kartofle na obiad przypomina mi, żebym zerknął czy na mieście nie ma plakatów kolejnej imprezy. Nie możemy się doczekać! Mam nadzieję, że będzie równie głośno i znów przegapimy „Jak oni śpiewają”. Mam również nadzieję, że uda mi się dopaść w końcu organizatorów i pogratulować im tak udanej imprezy.
dragu
http://www.lastfm.pl/event/385140

Trach! Party

Trach! PartyBez trachu! u nas się nie da. To całkowicie wykluczone. Trach! jest zawsze. Ewentualnie kilka trachów! Po wakacyjnej przerwie odbyła się kolejna elektroniczna impreza w Fabryce. Było jak zawsze spontanicznie – w jednym tygodniu Awantura (czytaj: zebranie, na którym padła idea), w następnym impreza.
Wszystko mogło pójść tak sprawnie dzięki staraniom sporej grupki ludzi ze stowarzyszenia Awantura. W ekspresowym tempie powstał plakat i pojawiła się informacja w sieci. Stowarzyszenie Mrowisko udostępniło Fabrykę, M-GOK wypożyczył nagłośnienie. W piątek trach! i przygotowaliśmy salę. W sobotę w ochronie bezpieczeństwa podczas biby pomagali ludzie, dla których serwowana muzyka była istną katorgą. O dziwo udało im się wytrwać...
Wieczór imprezy nie należał do najcieplejszych. Jesień w tym roku pojawiła się równo z końcem sierpnia, przynosząc chłody i deszcze. Tej soboty mieliśmy sporo szczęścia – akurat nie padało, jednak Fabryka była przesiąknięta zimnem. Jak się później okazało, tylko tymczasowo.
To co nie udało się podczas Kwisonaliów, udało się teraz – na imprezie wystąpił DJ Claudyny. Jego zmiennikiem tego wieczoru był Miśek. Z tej kombinacji powstała wybuchowa kombinacja odmian house`u. Pomimo że obaj panowie reprezentowali jeden gatunek, ich muzyka różniła się diametralnie. Kilka minut po dwudziestej pierwszej show rozpoczął DJ Miśek, serwując swoje już całkiem dobrze znane brzmienia. Na sali zaczęli się gromadzić ludzie. Po sklejeniu kilku utworów Miśek poprosił o zmianę, ponieważ... odmarzły mu paluchy. Trach! i za gramofonami stanął Claudyny, a organizatorzy w tym czasie pozamykali wszystkie okna.
Impreza zaczęła się powoli rozkręcać, czego dowodem był stale rosnący słupek rtęci. O 22:30 parkiet był pełny, a Claudyny wniebowzięty tym, jak się ludzie bawią. Grał ciężej od Miśka podążając w stronę electro house i minimal house . We wstępnych planach DJ`e mieli występować do północy, a potem miało rozpocząć się funkowe afterparty. Chłopaki jednak tak się rozbrykali, że ich granie potrwało do godziny pierwszej w nocy (ku uciesze publiczności).
Podczas afteru ludzie bawili się równie świetnie, jak podczas występów didżejów. Całość skończyła się około godziny trzeciej krótkim powrotem Claudynego za gramofony.
Pierwszą powakacyjną imprezę można uznać za udaną. Ten klimat to przede wszystkim zasługa publiczności, potrafiącej się świetnie bawić. Przyjazna atmosfera (jak zwykle) i uśmiechy na twarzach – właśnie dlatego robimy te imprezy.
dragu

Crossover Party

Ostatni weekend maja w Gryfowie zdominowała fotografia. Dopełnieniem warsztatów i zajęć plenerowych była impreza, która odbyła się w sobotni wieczór. Zjawiła się na niej młodzież z miasta i okolic oraz uczestnicy fotograficznych zajęć.
Ideą imprezy był muzyczny pojedynek dwóch zupełnie odmiennych styli muzycznych. Na początku zaprezentowała się dwójka „naszych” DJ`i – Claudyny i Misiek. Grali oni od godziny 20:00 do 23:00, początkowo dla praktycznie pustej sali. Ich umiejętności w „sklejaniu” płyt ciągle rosną. Misiek grał bardzo dobrze, Claudyny`emu czasem zdarzało się zgubienie tempa. Podczas trzygodzinnego występu zmieniali się kilkukrotnie, aby na sam koniec zostawić parkiet zapełniony ludźmi dla gości z Jeleniej Góry.
Reganzza Sound System (wystąpią ponownie na Alternatywnych Kwisonaliach) rozpoczęła swój występ punktualnie. Wcześniejsze obawy o przyjęcie ich muzyki przez gryfowską publiczność okazały się bezpodstawne. Ludzie bawili się doskonale, od początku do końca drum’n’bassowego występu. Oprócz Reganzzy za gramofonami wystąpił zapisany na plakacie jako „gość” DJ xxx. Jak się później okazało, był po prostu zachwycony przyjęciem w naszym mieście i ma ochotę wystąpić na Kwisonaliach. Szybkie granie wycisnęło siódme poty z uczestników imprezy. Część drum`n`bassowa skończyła się o godzinie 2.30, po czym na moment jeszcze na scenie pojawił się duet house`owy. Ich ponowny występ był jednak dość krótki, a impreza skończyła się niedługo po nim.
Tego wieczoru na sali Fabryki zgromadziła się ponad setka osób. Parę z nich udało mi się zapytać o ich opinię na temat występów. Przepytane osoby uznały imprezę za bardzo udaną. Podobała im się muzyka, miejsce, ludzie, oraz nastrój. Podobne refleksje (połączone z zaskoczeniem) wyrazili zaproszeni DJ’e. Reganzza powróci, DJ xxx również ma taką nadzieję. Po tak gorącym przyjęciu niewykluczone, że drum’n’bass będzie pojawiał się częściej w naszym mieście.
dragu
http://www.lastfm.pl/event/244750/

Wiosenna Awantura 2007

Ostatni majowy weekend w Gryfowie (25-27.05.2007) zapowiada się na pełen atrakcji. Wszystko za sprawą stowarzyszenia Awantura, które organizuje 2-dniowe warsztaty fotograficzne. Imprezę tą będzie poprzedzał wernisaż prac Pawła Rubaja, który odbędzie się w piątek. W sobotę i niedzielę zainteresowani zgłębią zarówno teorię, jak i praktykę korzystania z aparatów. Dodatkowo, w sobotę, po dniu pełnym zajęć uczestników czeka afterparty w Klubie Fabryka. Po kilku dniach przerwy, 2 czerwca, pod opieką fachowców odbędą się zajęcia integracyjne z dziećmi niepełnosprawnymi. Pełny program imprezy przedstawia się następująco 25.05.2007 (PIĄTEK)

18:00 - Wernisaż wystawy "Szarości do kwadratu" w holu gryfowskiego ratusza.

 

26.05.2007 (SOBOTA) WARSZTATY FOTOGRAFICZNE, DZIEŃ I

Miejsce: Biblioteka Publiczna Miasta I Gminy Gryfów Śl.,
MGOK, teren Gryfowa Śl.

12:00 START
12:15-14:00 – fotografia czarno-biała – wykłady
13:00-15:00 – zajęcia praktyczne w ciemni fotograficznej
13:00 – opowieści fotograficzne- krótka historia polskiej fotografii
15:00  - 19:00 - wykłady zaproszonych gości – Biblioteka
15:00 – fotografia architektury – wykład - sala M-GOK
16:00 – techniki szlachetne w fotografii - wykład
17:00- 20:00 – rozpoczęcie praktycznych warsztatów fotografii: fotografia przyrody, fotografia architektury, fotografia nocna
20:00 – przegląd fotografii wykonanych cyfrowo - projekcje filmów o fotografii – sala MGOK i Biblioteka 
22:00 – zakończenie pierwszego dnia pleneru
21:00 - ANN ROMITH AIR LANS AFTERPARTY
Klub Fabryka, ul. Lwówecka (dawne Fosfory), wstęp 5zł
WYSTĄPIĄ:
- DJ Misiek & DJ Claudyny (house/Gryfów/Wrocław)
- Reganzza Soundsystem + goście (d'n'b/Jelenia Góra)

 

27.05.2007 (NIEDZIELA) WARSZTATY FOTOGRAFICZNE, DZIEŃ II

Miejsce: Biblioteka Publiczna Gminy i Miasta Gryfów Śl., M-GOK, teren Gryfowa Śl.

12:30 - spotkanie z uczestnikami pleneru fotograficznego – Biblioteka
13:00 – fotografia otworkowa - kamera Obskura

14:30 – zajęcia w plenerze – fotografia przyrody
16:00 -  zajęcia w plenerze- fotografowanie miasta
17:00 - malowanie światłem – fotografia cyfrowa –
wykład i warsztaty
16:00 – 18:00 – spotkanie z uczestnikami pleneru
 - projekcje filmów o fotografii, dyskusje
- oglądanie i omawianie zdjęć wykonanych cyfrowo
18:00 – zakończenie warsztatów

 

2.06.2007 WARSZTATY INTEGRACYJNE DLA DZIECI NIEPEŁNOSPRAWNYCH

Miejsce: Biblioteka Publiczna Gminy i Miasta Gryfów Śl, gospodarstwo agroturystyczne EQUUS, M-GOK

10:00 – rozpoczęcie warsztatów z dziećmi niepełnosprawnymi
10:15 –  13:00 –  zajęcia w grupach: warsztaty fotograficzne połączone z zabawą w ciemni,
ćwiczenia z aparatem,poznawanie pracy fotografa,oglądanie fotografii
11:00 – 12.30 - warsztaty dla rodziców dzieci niepełnosprawnych, poradnictwo w zakresie psychologii i edukacji
13:00 – „Kolorowy świat książki dziecięcej” – warsztaty w Oddziale Dziecięco-Młodzieżowym
Biblioteki Publicznej. Występ teatrzyku dziecięcego działającego przy bibliotece
14:15 – wyjazd do szałasu k. Złotego Potoku
14:30 – 18:00 – zajęcia fotograficzne w plenerze, hipoterapia, przejażdżki na koniach, konkursy i zabawy
dla dzieci.

 

 
awantura.org